poniedziałek, 7 kwietnia 2014

A Very Potter Musical

Recenzja – według wikipediowej definicji jest to „analiza i ocena dzieła artystycznego, publikacji naukowej, projektu, przewodnika, poradnika, wystawy, przedstawienia teatralnego itp. Ma pełnić funkcję informacyjną, wartościującą i postulatywną, nakłaniającą lub zniechęcającą etc.”Mam wrażenie, że łatwiej ocenić gdy przedmiot wypowiedzi ci się nie podoba. Możesz sobie wtedy trochę ponarzekać, masz większy dystans. Najgorszy problem jest wtedy, gdy coś ci się spodoba i trudno wytłumaczyć dlaczego tak to uwielbiasz. No cóż, podjęłam się wyzwania, więc muszę wyłączyć moje subiektywne myślenie i podejść trzeźwo do tematu.
Moment, moment chyba w końcu nie napisałam o czym ma być mowa. Ups… Mój błąd. Mowa będzie o dosyć mało znanym projekcie jakim jest:
A Very Potter Musical
Innymi słowy: musical na podstawie serii książek i filmów o słynnym czarodzieju – Harrym Potterze.
A wszystko zaczęło się od grupki przyjaciół, studentów z Uniwersytetu w Michigan, którzy w 2009 postanowili wystawić własną luźną parodię  przygód Harry’ego Pottera przed swoimi znajomymi i rodziną. Prawdopodobnie nikt by się o nich nie dowiedział, gdyby nie jeden szczegół. Dzieciaki postanowiły swój występ nagrać i wrzucić na Youtube’a. I w taki sposób Ameryka dowiedziała się o Team StarKid (tak się nazwali) a Internet zwariował na ich punkcie.
Jednakże do Polski fenomen „gwiezdnych dzieciaków” nie dotarł, a jeśli nawet, to w bardzo małym stopniu.
Pewnego dnia, a był to 7 lutego 2014 roku, przeglądałam Youtube. Nagle w propozycjach pojawił się tytuł:  „ A Very Potter Musical polskie napisy”. A jako fanka Harry’ego Pottera pomyślałam: „nie zaszkodzi spróbować”. Zaczęłam oglądać pierwszą część i stwierdziłam, że zrezygnuję, bo to zniszczy mi psychikę. Wysłałam jedynie link do koleżanki, która również jest fanką HP i zapomniałam o sprawie. Parę dni później dostaję wiadomość od niej: „Dziewczyno obejrzałam wszystko! To jest świetne!” Trochę głupio było mi przyznać, że sama nie dałam rady, więc postanowiłam się przemóc.
Po oswojeniu się z marną rozdzielczością i słabym dźwiękiem zadziałała magia. Wcale tu nie przesadzam! Po paru minutach śmiałam się tak głośno, że musiałam zakrywać twarz poduszką, by nie przyciągnąć rodziców z zapytaniem, co oglądam. Po godzinie leżałam na łóżku ze skurczem mięśni twarzy i brzucha oraz oczami pełnymi łez od śmiechu. Natychmiast znalazłam kolejne musicale i obejrzałam.
Wiele osób może sądzić, że oglądanie w Internecie musicalu jest bez sensu. „Bo nie czuć tego”, „nie ma tych przeżyć jak w teatrze” itp. BŁĄD! Team StarKid są niesamowitym wyjątkiem. To właśnie jest świetne – bez względu na to jak daleko jesteś (przecież to kilka tysięcy kilometrów!) i tak poczujesz tą energię i magię jaką przekazują ci ludzie. Właśnie dlatego tak polecam obejrzenie – nie ma ograniczeń.
Jednak przejdźmy do rzeczy z A Very Potter Musical. Uogólniając fabułę: Harry Potter wraca na kolejny rok nauki w Hogwarcie. Nauczyciel Ochrony Przed Czarną Magią postanawia odnowić Turniej Domów – nie mylić z Turniejem Trójmagicznym. Jednocześnie Voldemort stara się odzyskać władzę nad światem i zabić Harrego (zresztą jak zawsze).
Jeśli chodzi o sprawy techniczne to jest krucho. Rekwizytów mało, a jeśli nawet to bardzo umowne. Tak samo ze scenerią. Dźwięk w nagraniu też jest słaby – nawet jeśli ktoś chce oglądać w oryginale to radzę z angielskimi napisami. Jedyne, o co trudno się przyczepić, to stroje. Tu trzeba przyznać, że dzieciaki się postarały na tyle, ile mogły.
Trudno mi ocenić muzykę, ponieważ w żaden sposób się nie znam. Wiem tylko tyle, że dzieciaki ułożyły słowa i skomponowały piosenki całkiem same. Same melodie są bardzo chwytliwe (znalazły już stałe miejsce w moim telefonie). Współtwórcą tekstów piosenek i odtwórcą roli Harry’ego był Darren Criss. Tak, TEN Darren Criss, grający TEGO Blaine’a, w TYM Glee. To właśnie dzięki AVPM Darren został dostrzeżony i zaangażowany w pracę na planie tak znanego serialu.
Jeśli chodzi o scenariusz to biję pokłony przed Mattem i Nickiem Lang oraz Brianem Holdenem (scenarzyści). W niesamowity sposób połączyli wątki nie z jednej, czy z dwóch książek, ale z prawie wszystkich części o Harrym. A wszystko to stworzyło jedną, spójną i do tego logiczną całość.
Właściwie nie powinnam oceniać surowo Team StarKid – przecież to grupka studentów, która chciała stworzyć coś nowego i fajnego. Środki mieli niewielkie, bo w końcu mogli zdać się jedynie na swoje siły. Uniwersytet użyczył auli i sprzętu a resztę trzeba było zorganizować samemu.  Jak oceniam „A Very Potter Musical”? Uważam, że jest to bardzo oryginalne i godne pochwały przedsięwzięcie. Starkids pokazało, że mimo braku funduszy można stworzyć coś zabawnego, kreatywnego i momentami wzruszającego. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co wykonali ci nieprzeciętni studenci. Tym, co mnie jeszcze zauroczyło jest niesamowita radość jaką mają z tego,  co robią. Ich zapał jest naprawdę ogromny. Widać, że robią to, co kochają i kochają to, co robią.

Jeśli macie zamiar obejrzeć „A Very Potter Musical” to w pierwszej kolejności należy być obeznanym z całą serią o Harrym Potterze. Jeśli nie książek to chociaż filmów. W sumie, gdy czytam to ,co napisałam, to stwierdzam, że nie brzmi to zbyt zachęcająco. O to mi właśnie chodziło – nie da się pojąć fenomenu Team StarKid dopóki nie obejrzy się chociaż jednego musicalu. „Chociaż jednego musicalu?” – spyta ktoś. A no właśnie! StarKids nie spoczęli na laurach. Stworzyli kolejne części A Very Potter Musical: A Very Potter Sequel i A Very Potter Senior Year. Jednak nie zajęli się jedynie parodią słynnej serii J. K. Rowling. Wystawili również własną wersję przygód Batmana („Holy Batman Musical) i historię Aladyna przedstawioną oczami Jafara („Twisted: The Untold Story of Royal Vizier”), a także niesamowitą opowieść o robaku, który chce zostać Kosmicznym Komandosem („Starship”). A jakby tego było mało, to w 2011  Team StarKid wybrało się w jedną trasę koncertową „The SPACE Tour” a w 2012 w drugą „Apocalyptour”.
Muszę przyznać, że to co napisałam jest pokręcone i chaotyczne, ale musicie zrozumieć – tego nie da się tak po prostu opisać. To trzeba poczuć. 

Magdalena Ochman